Styl życia

7 pozytywnych trendów 2017 roku, które warto znać

Styczeń 5, 2017
hygge

Sama siebie zaskoczyłam 🙂 Dziś nie będzie o modzie ani kosmetykach, ale o pewnych wyraźnie zauważalnych tendencjach. Od jakiegoś czasu śledzę kilka trendów, które się widocznie nasilają, co mnie ogromnie cieszy. Szczególnie obserwuję je w blogosferze, wśród znajomych oraz na kanałach Social Media, bo jednak spędzam tam sporo czasu, ze względów nie tylko prywatnych ale i zawodowych. Jestem bardzo ciekawa czy też je wyłapaliście. Jeśli nie, warto zgłębić temat aby wiedzieć „co w trawie piszczy”. Dajcie znać w komentarzach!

Kult Hygge
Najpierw się opierałam. Udawałam, że nie widzę książek które mnie atakują z każdej strony. W końcu przez piękne zdjęcia na Instagramie i zdawkowe, aczkolwiek interesujące opisy, postanowiłam sprawdzić o co w tym wszystkim chodzi. Hygge to pojęcie, które określa filozofię życia wywodzącą się z Danii. W języku polskim nie ma odpowiedniego określenia, ale hygge możemy wyjaśnić jako szczęśliwe momenty, które pojawiają się w naszym codziennym życiu. Sęk w tym, że nie chodzi o te największe, przełomowe w życiu chwile, ale o docenianie codziennych drobnostek. W zasadzie można by rzec – wielkie halo o nic, ale książka którą przeczytałam nauczyła mnie dostrzegać te momenty i cieszyć się z drobiazgów. Przykładowo, dla mnie hygge to wieczorne czytanie książek, spacer z psem po lesie, jazda na rowerze latem, kubek pysznej herbaty z owocami czy wyjście do ulubionego kina na interesujący film. Bo większość z nas zapomina, że życie składa się z wielu takich drobnych chwil i w większości od nas zależy czy będą one szczęśliwe czy nie. Więcej nie zdradzam, ale polecam książkę Marie Tourell Soderberg Hygge duńska sztuka szczęścia oraz książkę Joanny Glogazy Slow Life bo uważam, że mają ze sobą wiele wspólnego, choć przedstawiają zupełnie inne kultury.

 

Minimalizm
Nie sądziłam, że minimalizm aż tak się u nas przyjmie, ale jak widać po latach kultu rzeczy i pieniędzy, czujemy się przytłoczeni konsumpcjonizmem i pragniemy odmiany. U mnie początek zaznajamiania się z tematem miał miejsce oczywiście na blogach, a konkretnie u Bogusi, która również przeszła ogromną przemianę. Na początku przyglądałam się tej całej filozofii z pewnym zdziwieniem, no bo jak ograniczanie wszystkiego może być pozytywne? Jak się okazało minimalizm nie jedno ma imię i każdy z nas powinien poznać jego założenia. Dzięki lekturze licznych blogów oraz książek (Joanna Glogaza Slow fashion oraz Katarzyna Kędzierska Chcieć mniej Minimalizm w praktyce) nie wiadomo kiedy sama poczułam się zachęcona do wprowadzenia pewnych zmian. Na razie są to małe kroki, ale cały czas nad tym pracuję i na pewno w dalszym ciągu będę z zaciekawieniem śledzić losy minimalistek oraz wprowadzać stopniowe zmiany w swoim otoczeniu.

 

Powrót do natury
Przy jednoczesnym rozwoju Social Media zauważyłam, że jednocześnie czujemy się nimi przytłoczeni. Jeszcze rok czy dwa temu dzień bez telefonu czy Facebooka był dla wielu osób czymś abstrakcyjnym, tak teraz coraz częściej widzę że od tego całego zgiełku musimy odpocząć żeby wrócić ze zdwojoną siłą. Coraz częściej doceniamy też wakacje na łonie natury, bez przepychu, pięciogwiazdkowych hoteli i nadmiernych wygód. Cieszy nas kontakt z naturą i zwierzętami. Powrót do natury widać również w sklepach – półki z żywnością ekologiczną oraz naturalnymi kosmetykami stale rosną. Pojawia się tez coraz więcej marek produkujących naturalne kosmetyki czy ekologiczne ubrania. Super!

 

Dobre, bo Polskie!
Od zawsze żyliśmy w przekonaniu, że zagraniczne jest lepsze, chociaż domyślam się też, że wynika to z czasów kiedy u nas niczego nie było, a na zachodzie owszem. Przywoziliśmy z zagranicy dosłownie wszystko – ubrania, kosmetyki, żywność. To również bardzo się zmienia. Widać po coraz gorzej prosperujących sieciówkach, za to coraz prężniej rozwijających się młodych projektantach i markach kosmetycznych. Na popularności zyskują lokalne targi – zarówno z odzieżą jak i żywnością od lokalnych dostawców. Polskie marki kosmetyczne podbijają zagraniczne rynki. Nareszcie zaczęliśmy doceniać to co mamy i wiemy, że warto wspierać lokalne marki.

 

Nie kupuj, adoptuj
Tak jak na inne rzeczy – można zauważyć modę na zwierzęta. W zwiększaniu świadomości dużo pomógł internet, nic tak chętnie nie roznosi się po sieci jak zdjęcie smutnego czy zaniedbanego psa. Można to krytykować, ale wiem, że dzięki temu niektórzy dostrzegli istniejące problemy. Pierwszym z nich są pseudohodowle i wyjaśnianie innym dlaczego nie należy kupować w nich po okazyjnej cenie „rasowych” zwierząt. Drugim problemem są ciągle przepełnione schroniska dla zwierząt. Na szczęście grono znajomych, które podobnie tak jak ja nie kupiło, ale adoptowało zwierzaka jest coraz większe. Mogę tylko od siebie dodać, że nie żałuję, choć przed adopcją psa rozważyłam kupno rasowego z rodowodem (nie z pseudohodowli!). Cieszę się, że rozsądek wygrał, bo Frodo jest zdrowym, mądrym i kochanym psiakiem i choć nie posiada „błękitnej krwi”, nie zamieniłabym go na żadnego innego.

 

Moda na oszczędzanie
Punkt ten ma związek z rosnącą popularnością minimalizmu, zwiększoną świadomością i jednocześnie znudzeniem konsumpcjonizmem. W blogosferze modę na oszczędzanie zapoczątkował Michał Szafrański, który od lat jest naszym najlepszym nauczycielem. Michał pokazuje jak oszczędzać mądrze i nie są to wydumane porady, ale przede wszystkim zdroworozsądkowe podejście do pieniędzy oparte na realnych kalkulacjach. Zaczynamy być świadomi tego, że nie mamy co liczyć na emerytury i lepiej zacząć na nie odkładać osobiście. Do tego przydałoby się kupić mieszkanie i mieć środki awaryjne… Przezorny zawsze ubezpieczony! Bardzo polecam książkę Michała (Finansowy Ninja), która jest obszernym kompendium wiedzy o oszczędzaniu i przyda się tym, którzy nie wiedzą jak się za to zabrać.

 

Jak się nazywa czytanie książek w miejscach publicznych? Bukszpan!
Przepraszam za tego suchara, ale strasznie mnie rozbawił, zwłaszcza, że dawno, dawno temu studiowałam biologię… 😉 Gdzieś w sieci natknęłam się na obrazek z tym właśnie żartem. Ale nie o nim miało być, tylko o czytaniu. Podobno czytelnictwo leci na łeb na szyję, ale mi się wydaję że wokół mnie coraz więcej osób tak organizuje sobie czas, żeby móc spędzić choć chwilę codziennie z książką. Na Instagramie, grupach na FB nie brakuje wyzwań w stylu „52 książki w rok”. I ja bardzo popieram takie akcje, bo wszyscy dobrze wiemy, że literatura rozwija, sprzyja wyrabianiu poglądów oraz uczy poprawnej polszczyzny. Sama staram się sporo czytać – bo lubię. Rośnie też popularność elektronicznych czytników oraz e-księgarni. Wierzę w to, że dopiero się rozkręcamy i będziemy spędzać coraz więcej wieczorów z dobrą książką, a nie tylko w internecie 🙂

 

Wszystkie zdjęcia z tego wpisu pochodzą z mojego IG po więcej zapraszam na @innooka 🙂