Uroda

Lush Botanicals – naturalne polskie kosmetyki, które warto znać

Maj 18, 2017
lush botanicals naturalne kosmetyki

Ogromnie mnie cieszy, że jest tak duże zainteresowanie naturalnymi kosmetykami wśród coraz bardziej świadomych konsumentów, dzięki czemu ta dziedzina się bardzo mocno rozwija. Sama muszę przyznać, że jeśli tylko mam możliwość – sięgam po kosmetyki naturalne. Dlaczego? Powodów jest co najmniej kilka.

1. Kosmetyki naturalne są zdrowsze dla skóry i tego chyba nie trzeba zbyt dokładnie tłumaczyć. Skóra to nasz największy organ, dlatego powinniśmy zwrócić szczególną uwagę na to, co na nią aplikujemy. Wszystko zostaje wchłonięte przez nasz organizm.

2. Kosmetyki naturalne mają intensywniejsze działanie. Zawartości składników aktywnych są często kilkadziesiąt razy wyższe niż w tych drogeryjnych. Między innymi stąd różnica w cenie.

3. Kosmetyki Lush Botanicals, które chciałam Wam dziś przedstawić są w 100% wykonane z substancji naturalnych i nie zawierają żadnych konserwantów. Samo zdrowie! Dlatego ich termin przydatności to 10 tygodni i należy przechowywać je w lodówce. Produkty są tworzone w oparciu o receptury bogate w najcenniejsze oleje tłoczone na zimno, soczyste roślinne ekstrakty, olejki eteryczne, cudownie pachnące absoluty i wody kwiatowe. Każdy mililitr produktów jest wypełniony najcenniejszymi składnikami: naturalnymi witaminami, minerałami, antyoksydantami i innymi substancjami aktywnymi detoksykującymi, odżywiającymi i pobudzającymi do odnowy komórki skóry.

 

W ostatnim czasie używałam trzech kosmetyków marki Lush Botanicals, o których dziś chciałam Wam napisać. Bez zbędnego przeciągania – są absolutnie doskonałe.

 

 

Pierwszy produkt, który skradł moje serce to SERUM ANTYOKSYDACYJNE / CREAM IN THE CITY. Jest to serum przeznaczone dla kobiet obciążonych codzienną dawką stresu, mieszkających w zanieczyszczonych miastach i spędzających czas w klimatyzowanych przestrzeniach. Składniki kosmetyku chronią skórę przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych, a także pracują nad odwróceniem skutków zatrucia skóry przez miejskie zanieczyszczenia i toksyny. Intensywnie detoksykuje i dotlenia skórę. Silne antyoksydanty i składniki zawierające naturalne filtry promieniochronne tworzą ochronny parasol przed wolnymi rodnikami.

Wrażenia z pierwszego użycia były pełne obaw, ponieważ serum jest dość gęste i treściwe, a moja skóra jest skłonna do przetłuszczania i nie wszystko “przyjmuje”. Już po krótkiej chwili okazało, się, że skóra wchłonęła całą porcję zaaplikowanego produktu i co dziwne – była matowa, ale nawilżona. Dzięki temu kosmetyk jako jeden z nielicznych w moim przypadku nadaje się pod makijaż. Po dłuższym stosowaniu serum zauważyłam, że skóra jest wygładzona, ujędrniona i mniej skłonna do zanieczyszczeń. Ewidentnie ten skład jej posłużył! Nie można pominąć przyjemnego zapachu, który jest miksem róży damasceńskiej, drzewa sandałowego oraz cytrusowych nut. Jest bardzo odświeżający i pobudzający. Z pewnością jest to jeden z najlepszych produktów jakie kiedykolwiek stosowałam.

 

 

Kolejnym kosmetykiem i jednocześnie nowością dla mnie jest SOK / TONIK ODŚWIEŻAJĄCY / JUICE IN MOTION. Jest to produkt do przemywania i odświeżania skóry. Zawiera oleje, które dodatkowo intensywnie odżywiają i nawilżają skórę, pozostawiając ją miękką i aksamitną. Idealnie się spisuje rano – kiedy skóra po nocy wymaga odświeżenia i oczyszczenia. Tonik jest na bazie olejków, przez co jest lekko tłustawy, ale nie zostawia tłustej warstwy na skórze. Szybko się wchłania, pozostawiając uczucie nawilżenia. Stosowałam go również do zmywania lekkiego makijażu – radzi sobie świetnie. Kolejny kosmetyk, który pozytywnie mnie zaskoczył, również pięknym świeżym zapachem.

 

 

Ostatnim produktem, o który warto znać to MASEŁKO DO UST / LUSCIOUS. Jest to kolejny naturalny kosmetyk o właściwościach, które natychmiast poczujesz. Cenne oleje i ekstrakty utrzymują wysoki poziom nawilżenia i odżywienia nawet najbardziej wymagających i spragnionych nawilżenia ust. Masełko ma słodki zapach kwiatu gardenii tahitańskiej (monoi) i owocu pomarańczy. Jedyne co mi się marzy – aplikacja w sztyfcie, ale domyślam się że przy tym składzie, który jest podatny na działanie temperatury, byłoby to wysoce ryzykowne. Dlatego jestem w stanie przymknąć oko na mniej wygodną aplikację. Najważniejsze, że działa szybko i skutecznie – w kilka dni spierzchnięte usta stają się nawilżone i gładkie. Sprawdziłam na sobie!

 

Napiszcie koniecznie, czy znacie kosmetyki Lush Botanicals i które z nich są Waszymi ulubieńcami!

 

Mam dla Was również niespodziankę – kod rabatowy “innooka”, który upoważnia do zakupów z rabatem -10% w sklepie Lush Botanicals i obowiązuje na cały asortyment! Kod jest ważny do 26.05. Zrób prezent sobie i mamie 🙂 Udanych zakupów!

 

  • co jakis czas sie krece przy tej firmie i mysle czy cos zamowic.. ostatecznie jeszcze sie na nic nie zdecydowalam 🙂

    • W takim razie – rozwiewam wątpliwości – warto 🙂 Mają świetne składy a ich działanie jest widoczne już od pierwszego użycia.

  • Kuszą mnie te kosmetyki i chętnie w końcu po nie sięgnę, nawet cena mi nie straszna 🙂

    • W tym wypadku cena idzie zdecydowanie w parze z jakością, dlatego na dobrych naturalnych kosmetykach nie warto oszczędzać 🙂

      • Oczywiście, wiadomo, że ręcznie robione kosmetyki z małej firmy muszą kosztować więcej. 🙂 Nie mogę się doczekać aż stanę się posiadaczką 🙂

  • Ten tonik mnie zaciekawił, bo marki wcześniej nie znałam. Bałabym się jednak, że może zostawiać lekko tłustą warstwę, ale skoro mówisz, że tak nie jest to tym bardziej czuję się zachęcona 🙂

    • Też się tego obawiałam – że tłusty i może nie dla mnie, ale skóra w pełni go zaakceptowała i polubiła, więc nie będę się z nią kłóciła 😉 Polecam wypróbować, jak będziesz miała możliwość!

  • Miałam kilka ich produktów i są genialne, niestety warte swojej ceny 😛

  • Nie znam…ale myślę, że czas poznać 🙂

  • Ania Macierewicz

    Nie znałam tej marki, ale tytuł Twojego posta zaowocował jednym pomysłem – myślałaś żeby stworzyć post na temat polskich marek kosmetyków i ich oceny? Często nie wiemy nawet, które marki są polskie… Mi się kojarzy jedynie Ziaja i Inglot – taki post zbiorczy byłby super!:) Pozdrawiam, http://www.wawrzynowska.wordpress.com

    • Aniu, dzięki za pomysł – zapisuję do notatnika i myślę, że za jakiś czas stworzę taki post 🙂