Moda

Teraz albo nigdy, czyli jak trafiłam na ASP

Listopad 16, 2018
Asp moda i trendy

Dziś trochę prywaty, bo odkąd pokazałam, że rozpoczęłam studia podyplomowe na Łódzkiej ASP kilka osób pytało mnie o więcej szczegółów. Mam nadzieję,  że raz na jakiś czas będę miała chwilę żeby zdać małą relację z uczelni (w sobotę śledźcie IG Stories, postaram się coś ponagrywać na najbliższym zjeździe!). Wiem, że czytelniczki mojego bloga, podobnie jak ja interesują się modą – być może pomogę Wam podjąć właściwą decyzję?

Osoby, które mnie dobrze znają wiedzą że słynę z dość szalonych pomysłów. Pod koniec września, sfrustrowana pracą nad moją marką MNMLST (to historia na inny post) szukałam kursu projektowania odzieży i dodatków. Trafiłam na stronę gdańskiej ASP, a tam na kurs, który odbył się wiosną. Od razu napisałam maila czy jest planowana powtórka. Niestety odpowiedzi nie było, tak więc wznowiłam internetowe poszukiwania. Niestety – im dłużej szukałam, tym więcej ciekawych kursów znajdowałam – w Warszawie, Łodzi, Poznaniu, Krakowie, Katowicach… ale nic odpowiedniego na górze mapy! Im więcej czytałam o programach kształcenia i możliwościach, tym bardziej natarczywie wracała myśl: a może by tak wrócić na studia…?. Niestety na kolejne studia od podstaw nie chciałam już tracić czasu (bo ile można 😉 ), za to bardzo zaciekawił mnie kierunek studiów podyplomowych na łódzkiej Akademii Sztuk Pięknych. Do zakończenia rekrutacji było kilka dni. Nie miałam zbyt wiele czasu na myślenie. Z jednej strony wiedziałam, że będzie ciężko – zarówno czasowo, jak i finansowo, bo dojazdy, noclegi i wszystkie materiały to spory wydatek. Z drugiej strony wiem, że jeśli na czymś mi zależy, nie można tego odkładać. Trzeba działać tu i teraz. Poszłam za ciosem, złożyłam podanie o przyjęcie na studia.

Dlaczego akurat Łódź?

Jak wiecie dojazdy z Trójmiasta komunikacją publiczną są wręcz tragiczne, także na pewno nie patrzyłam na to. Na szczęście mam możliwość jeździć autem. Łódzka ASP zauroczyła mnie kierunkiem studiów podyplomowych: Moda i trendy – projektowanie ubioru, druku na tkaninie i akcesoriów. Program studiów obejmuje aż 250 godzin zajęć, co daje 15 zjazdów. Więcej o programie nie będę się rozpisywać, bo znajdziecie go na stronie. W każdym razie zapowiada się bardzo obiecująco! Dodatkowo perspektywa częstych wyjazdów do Łodzi bardzo mnie cieszy – polubiłam to miasto, za kontrasty między starym a nowym, za przyjaznych ludzi i za to, że wciąż jest głównym miejscem na mapie, jeśli chodzi o przemysł włókienniczy.

Pierwszy zjazd na uczelni, pierwsze wrażenia

Wstyd się przyznać, ale pierwszy zjazd przyprawiał mnie o delikatny paraliż. Nie wiem jak Wam, ale mi ASP kojarzyło się z małomównymi artystami, którzy żyją w swoim specyficznym świecie i ciężko z nimi nawiązać jakikolwiek bliższy kontakt. Nie ma pojęcia skąd ja to wzięłam, ale musiała to być wypadkowa wszystkich wywiadów, książek, filmów i dokumentów które przeczytałam czy obejrzałam. Oh, jak bardzo się myliłam! Na roku są same przesympatyczne babeczki (dokładnie 32), które zjechały się z całej Polski, a nawet zza granicy! Do tego sporo z nich wcale nie jest od razu po licencjacie (obawiałam się że będę najstarsza 😀 ). Wiele z nich ma podobną historię do mojej, najpierw zajęły się „normalną” pracą (jako księgowe, nauczycielki, architektki itp.), a teraz postanowiły spełniać swoje marzenia i rozwijać się w tym, co daje im radość. To cudowne widzieć tyle osób z pasją! Niektóre dziewczyny mają w planach swoje marki, inne prowadzą już swoje firmy. Część z nich dopiero chce się przekonać czy praca „w modzie” jest dla nich. Wszystkie są bardzo skromne, życzliwe, otwarte i dalekie od mojego wyimaginowanego wizerunku specyficznego studenta ASP. Oczywiście widać wśród nich wiele indywidualności, ale w bardzo pozytywnym znaczeniu. Nawet nie wiecie jak mi teraz jest wstyd! Widać jak bardzo można się „rozczarować” kiedy podażą się za stereotypami.

Pierwszy zjazd był dość mocno organizacyjny i zapoznawczy, dowiedziałam się mniej więcej co mnie czeka i jak będzie wyglądała praca dyplomowa. Całe studia mają nas przygotować do stworzenia swojej mini kolekcji. Na razie jeszcze w to nie mogę uwierzyć, ale wygląda na to, że za rok będziecie mogli obejrzeć moją skromną kolekcję ubrań i dodatków. Nawet nie wiecie jak bardzo się cieszę, że będę mogła zrealizować swoje pomysły. Głównym celem moich studiów jest świadome wsparcie rozwoju marki, którą tworzę. Mam nadzieję, że to się uda i będę mogła bardziej świadomie i z większą kreatywnością realizować swoje projekty.

Największym stresem pierwszego zjazdu – dla mnie i dla wielu dziewczyn były zajęcia z rysunku żurnalowego. O ile malowanie twarzy w postaci makijażu wychodzi mi całkiem nieźle, to rysunek jakąkolwiek techniką jest czarną magią. Na szczęście nauczyciel jest wyrozumiały i poprowadził zajęcia w sposób mało stresujący. Po zajęciach zebrał nasze prace do teczki i na koniec semestru odda wszystko co zmalowałyśmy, po to, żeby lepiej widzieć swój postęp. Super sprawa! Na szczęście, jak powiedziała jedna z wykładowczyń, Coco Chanel też nie potrafiła ryzować i swoje wizje można wyrażać również za pomocą upinania tkanin na manekinie zamiast na papierze. No, zobaczymy w czym okażę się lepsza ostatecznie… 😉 Całe szczęście, moje projekty są proste i z założenia minimalistyczne, także jakoś sobie poradzę!

Jakiś czas temu pisałam na blogu o tym, czy warto iść na studia podyplomowe. Jak najbardziej podtrzymuję swoje zdanie na ten temat, dlatego jeśli jesteście ciekawi, zapraszam do przeczytania artykułu TU.